Not seeing a Scroll to Top Button? Go to our FAQ page for more info. NASZ KOŚCIÓŁ -
Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł! Do you want to support owner of this site? Click here and donate to his account some amount, he will be able to use it to pay for any of our services, including removing this ad.
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
ADWENT Niedziela, 08 Grudzień 2019 - 342 dzień w roku - godz.16:33:33 Tydzień: 49
1994 1995 1996 1997 1998 1999 2000 2001 2002 2003 2009 2010 2011 2012 2013 2014 2016 2017 2018 2019  
NASZ KOŚCIÓŁ - ROK 2003  Miesiąc:  3 10  
PaĹşdziernik 2003
Nasz Kościół nr 164 z dnia 12.10.2003  
Nasz Kościół
Wydanie INTERNETOWE


Nr 12
(164)

12.10.2003
XXVIII Niedziela zwykła
Informacje

Nowe konta parafialne:

Caritas diec. Tarnowskiej Oddział w Pustkowie Osiedlu: 26 1060 0076 0000 3200 0049 0572

Konto parafialne: 71 1050 1836 1000 0012 0302 7113

PODWÓRKOWE KOŁO RÓŻAŃCOWE DZIECI (PKRD).

O Podwórkowych Kołach Różańcowych Dzieci pierwszy raz usłyszeliśmy na wakacjach w 2000r. O godz. 2030 zaproszono nas do wspólnego odmówienia dziesiątka Różańca, Bogurodzicy i odśpiewania Apelu Jasnogórskiego.

Dzieci znajomych należały już do PKRD i opowiedziały nam o Madzi Buczek, założycielce tych kółek, przekazały nam wskazówki dotyczące modlitwy i podały adres, gdybyśmy chcieli się zapisać.

Po powrocie z wakacji ustaliliśmy, że o godz. 1930 będziemy się modlić na Różańcu i tak czyniliśmy codziennie. Doszliśmy jednak do wniosku, że jak mówi Madzia Buczek, im więcej dzieci będzie się modlić tym więcej łask można uprosić, więc zaczęłyśmy zachęcać nasze koleżanki i kolegów do zapisania się do PKRD. Opowiedziałyśmy o tym księżom Katechetom i pani Katechetce, którzy robili listy chętnych dzieci, my je wysyłałyśmy, a potem rozdawałyśmy legitymacje. I w ten sposób zapisałyśmy do PKRD około 80 osób z Pustkowa, Brzeźnicy i 27 osób ze Złoczowa na Ukrainie. Wszyscy łączyliśmy się w domowej modlitwie o godz. 1930 i tak było przez ostatnie 3 lata.

Dopiero w tym roku próbujemy zaistnieć w naszej parafii jako grupa nie tylko dzieci modlących się w domu. Nasza mama została opiekunką PKRD, a ksiądz Andrzej Soból jest naszym opiekunem duchowym. Spotykamy się w każdą drugą sobotę miesiąca, by porozmawiać m.in. o objawieniach Maryjnych, o świętych i o problemach nas nurtujących. Uczymy się pieśni i piosenek religijnych i przygotowujemy nabożeństwa, obecnie Różaniec. Po każdym spotkaniu udajemy się na Mszę św., a po niej modlimy się pod figurą Matki Bożej Fatimskiej. W przyszłości planujemy wyjazdy na spotkania dzieci z PKRD odbywające się w różnych miastach naszej diecezji, a latem na ogólnopolski zlot w Częstochowie.

Niestety wiele dzieci, które zapisały się 3 lata temu już się wykruszyło i frekwencja na pierwszym spotkaniu była mizerna, ale mamy nadzieję, że będzie lepiej.

My zdajemy sobie sprawę, że w dzisiejszych niespokojnych czasach potrzeba światu modlitewnego wsparcia, a my, dzieci, mamy szczególną moc wypraszania łask przez modlitwę. Zachęcamy więc wszystkie dzieci, by poświęciły kilka minut swego wolnego czasu i przyłączyły się do PKRD, aby pomóc światu.

Dominika i Ania Kapłańskie.

100-LECIE SIÓSTR WIZYTEK W JAŚLE.

14 października 2003 roku Klasztor Sióstr Wizytek w Jaśle będzie obchodził 100 - lecie osiedlenia się w tym mieście. Przez cały rok siostry przygotowywały się do świętowania swego Jubileuszu.

26 i 27 września odbyło się otwarte sympozjum w kościele ss. Wizytek w związku z ich Jubiteuszem, połączone z otwarciem wystawy z klasztornymi eksponatami. Główne uroczystości jubileuszowe odbędą się 12 października o godz. 1600 pod przewodnictwem ks. Bpa ordynariusza rzeszowskiego Kazimierza Górnego.

Będąc czynnie zaangażowaną w przygotowania jubileuszowe zapragnęłam zapoznać moją Rodzinną Parafię z duchowością Zakonu i z historią klasztoru jasielskiego, którą z radością współtworzę od 14 lat. Proszą również o modlitewne włączenie się w nasze radosne dziękczynienie Bogu za 100 lat trwania Zgromadzenia na „Jasielskiej Górce " i świadczenia o Bogu życiem ukrytym, oddanym modlitwie, pracy i cierpieniu. Pragniemy, by świętowanie Jubileuszu było na większą chwałę Bogu i na uczczenie Matki Bożej Miłosierdzia, której obraz słynący laskami mamy w prezbiterium naszego kościoła.

S. Joanna Franciszka Węgrzyn VSM, Jasło.

Ciche apostolstwo.

Siostry Wizytki są zakonem kontemplacyjnym o ścisłej klauzurze. Swoim ukrytym, cichym i prostym życiem dają milczące świadectwo dzisiejszemu, przesiąkniętemu obojętnością agresją i skrajnym materializmem światu o istnieniu Boga i wartościach nadrzędnych. Ustawiczną modlitwą obejmują wszystkie palące problemy świata i potrzeby Kościoła wspomagając jego członków w osiągnięciu świętości.

W ramach swego apostolatu Siostry prowadzą trzy arcybractwa modlitewne: Straży Honorowej Niepokalanego Serca Maryi, Adoracji Nocnej w Rodzinie oraz Konającego Jezusa i Matki Bożej Bolesnej. Zgodnie z ideą swojego założyciela, Franciszka Salezego siostry starają się żyć wg ducha, który szuka wyłącznie Boga i nieustannie zdąża do zjednoczenia z Nim. Pięć razy dziennie siostry zbierają się na oficjum tj. wspólne odmawianie lub śpiewanie brewiarza, by wielbić Pana w imieniu całego Kościoła. Każdy dzień zaczynają w światłach Eucharystii. Ze zjednoczenia z Panem Jezusem w Komunii św. czerpią i zasilają swoją miłość. Wszystkie dary łaski, światła, moce duchowe, radość i szczęście przebywania z Bogiem wypływają ze Źródeł Boskiego Mistrza.

Napełnione mocą i światłem idą siostry z Jezusem do swoich zwykłych obowiązków. Zajmują się przede wszystkim utrzymaniem domu, ogrodu, a także szyciem szat liturgicznych i prowadzeniem Arcybractw Modlitewnych. Wobec świata dają świadectwo życia ubogiego i oderwanego od dóbr ziemskich, chętnie dzielą swe zasoby z uboższymi od siebie. Praca jest dobrym ćwiczeniem ascetycznym przez połączone z nią zmęczenie i wymagania, jakie nakłada, ale jednocześnie wyrabia siły fizyczne i rozwija umysł oraz przyczynia się do zdrowej równowagi poszczególnych sióstr i całej wspólnoty.

Każde powołanie, a więc i powołanie do życia konsekrowanego jest nieocenionym darem miłującego Boga. Od chwili, gdy jakaś osoba wyrazi pragnienie wstąpienia do klasztoru jest czas na zastanowienie się i głębsze, wzajemne poznanie. Okres postulatu trwa jeden rok i ma na celu zbadanie czy powołanie postulantki odpowiada wymaganiom życia kontemplacyjnego.

Nowicjat, który trwa dwa lata jest okresem zaznajamiania się z życiem ewangelicznym osobistym i wspólnotowym według ducha i konstytucji Zakonu.

Pierwsze śluby siostry składają na trzy lata. Przez śluby wieczyste osoba zostaje konsekrowana, czyli poświęcona Bogu w Jezusie Chrystusie na wyłączną Jego własność.

Znak dla świata.

Co one tam robią?... Niewątpliwie takie pytanie o sens życia w klauzurze stawiają sobie przechodnie spoglądając w stronę klasztornej Górki, lub słysząc kilka razy dziennie spływający stamtąd dźwięk sygnaturki. Kościół i klasztor wkomponowane w bogatą zieleń tworzą uroczy obiekt miasta. Specyficzne oświetlenie bryły kościoła w nocy fascynuje i przyciąga uwagę mieszkańców niżej położonego miasta.

Co one tam robią? To problematyczne pytanie raczej nie pojawiało się przed drugą wojną światową kiedy lud był bardziej zbliżony do Boga i Kościoła, niż obecnie. Klauzurowy klasztor dominujący wysoko nad słabo jeszcze rozbudowanym miastem, samym swoim widokiem przypominał, że tam wszystko oddane jest na chwałę i służbę Bogu. Wierni czuli się ubezpieczeni obecnością sióstr od nieszczęść i kataklizmów. Nawet Żydzi wnioskowali, że to dzięki modlitwom sióstr Jasło omijają grady i klęski żywiołowe.

Pan prof. Mieczysław Wieliczko, były ministrant w kościele na Górce, odbierając nagrodę naukową za rok 1994 w swoim przemówieniu wspomniał to, co w dzieciństwie i młodych latach oddziaływało na jego chłopięcą duszę oraz kształtowało jego umysł i charakter. Oto fragment tej wypowiedzi: „Na Górce był kościół i klasztor Sióstr Wizytek' - wygnanek z Wilna i potem z Wersalu. Wszystko otoczone murem - świat klauzury i głosy rytmicznej modlitwy, uniesionego śpiewu - pierwsze własne wzruszenia wiarą, l zapamiętana tamtejsza radość. Wspomnienie tego w życiu pozwalało zrozumieć, że nawet za kratą i murem może być wolność, gdy człowiek wybierze ideały, wartości i zachowa wiarę.”

Tak więc nie tylko siostra w habicie jest znakiem, ale jest nim także klasztor. Przypomina, że są wartości, dla których warto poświęcić życie i zamknąć się w jego murach.

W okresie swojej stuletniej obecności na Górce siostry doświadczyły wiele życzliwości od ludzi. Od początku osiedlenia się do dziś chętnie spieszą im z pomocą kapłani, lekarze, fachowcy. Siostry okazują im swoją wdzięczność przez dar modlitwy. Jest wiele osób, które szukają kontaktów duchowych, przychodzą do furty sfrustrowani, załamani- i udręczeni życiem. W rozmowie pragną odnaleźć wiarę, sens życia i powrót do jego normalności. Siostry otrzymują bardzo dużo próśb o modlitwę listownie i telefonicznie.

Ojciec św. Jan Paweł II tak pisze o życiu konsekrowanym. Dla tych, którzy otrzymali bezcenny dar naśladowania Pana Jezusa jest oczywiste, że można i należy kochać Go sercem niepodzielnym i że można poświęcić Mu całe życie, nie tylko niektóre gesty, chwile czy działania(...) To, co ludzkim oczom może się wydawać marnotrawstwem dla człowieka, który w głębi swego serca zachwycił się pięknem i dobrocią Chrystusa, jest oczywistą odpowiedzią miłości, radosnym dziękczynieniem za to, że został dopuszczony do szczególnego poznania Syna i do współudziału w Jego Boskiej misji w świecie"./VC nr 104.

Historia Zakonu i klasztoru Sióstr Wizytek.

Założycielem zgromadzenia zakonnego był Św. Franciszek Satezy, który w 1610 roku przy współudziale Św. Joanny Franciszki de Chantal, w Annecy założył Zakon Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny później potocznie nazwany Siostrami Wizytkami.

Do Polski ss. Wizytki sprowadziła królowa Maria Ludwika w 1654r. W roku 1694 Anna Dezelestowa ufundowała klasztor Sióstr Wizytek w Wilnie na wzgórzu Subocz. Podobnie jak w innych domach wizytkowskich siostry otworzyły tu pensjonat.

Po upadku powstania styczniowego w roku 1865 siostry zostały wygnane z Wilna, a ich mienie skonfiskowane. Wyruszyły do Francji, gdzie najpierw zatrzymały się u ss. Wizytek w pierwszym klasztorze paryskim, a potem zamieszkały w domu zakupionym w Wersalu. Gdy we Francji liberalny rząd zaczął od 1898 roku w szybkim tempie wprowadzać w życie ustawy o wybitnie antyreligijnym charakterze, postanowiły wrócić do umiłowanej Ojczyzny i osiąść w Galicji.

Przez 2 lata mieszkały w Cieklinie koło Jasła w wynajętym od ss. Norbertanek dworku. Urządziły w nim kaplicę z Najświętszym Sakramentem i włączyły się w życie parafii służąc miejscowej ludności. Katechizowały dzieci, uczyły dziewczęta szycia, kroju, haftu, trykotarstwa. Zainteresowanym dawały lekcje rysunków, języka francuskiego i ary na fortepianie. Dzieliły się z chorymi lekami, robiły przychodzącym opatrunki, obdarowywały ubogich. Mieszkańcy byli za tę pomoc bardzo wdzięczni. Dworek, który zamieszkiwały siostry stoi do dziś, pięknie odremontowany.

W 1901 roku ks. Abp Popiel poddał myśl postawienia krzyża na wykupionej i przeznaczonej pod klasztor „Górce" w Jaśle. Po wybudowaniu klasztoru i zagospodarowaniu terenu, miejsce ustawienia krzyża znajduje się w środku ogrodu klasztornego. Siostry Wizytki zamieszkały na Górce 17 października 1903 roku. Budowa trwała nadal. Rok później 13.10.1904r. odbyło się poświęcenie kościoła, którego wnętrze było jeszcze w stanie surowym. Kościół i klasztor stopniowo przyozdabiały nowe figury i obrazy; figura Matki Bożej na placu przed kościołem, obraz Objawienia Najświętszego Serca Jezusa, namalowany przez Maurycego Desmont, kopia obrazu Matki Bożej Ostrobramskiej.

W roku 1910 codzienne życie zgromadzenia jasielskiego płynęło już uregulowanym trybem. Idąc za wskazaniami św. Założycieli siostry wizytki podejmowały apostolaty katechizacji dzieci i dorosłych, rekolekcji zamkniętych dla pań i dziewcząt, zaczęły otwierać zakłady wychowawcze dla dziewcząt.

W latach 1914-1918 siostry dzieliły z ludnością zmienne losy wojny, przesuwające się fronty, budzące trwogę walki o Jasło, które kilkakrotnie przechodziło pod władze Austriaków to znów Rosjan. W 20-leciu międzywojennym życie zgromadzenia jasielskiego toczyło się rotacyjnym regulaminem dnia i okresów liturgicznych, uroczystości kościelnych i zakonnych oraz pracą.

Po wybuchu II wojny światowej okupanci zajęli część klasztoru dla swojego wojska, w styczniu 1944 roku wojsko niemieckie zarekwirowało cały klasztor. Siostry schroniły się u gospodarzy w Przysiekach i Siedliskach. Tam też słyszały odgłosy detonacji wysadzanego klasztoru, 22 grudnia i kościoła 23 grudnia 1944r.

W roku 1945 siostry wróciły do Jasła, gdzie zamieszkały w ocalonej stodole, rozpoczynając próbę nowego życia wśród ruin o głodzie i chłodzie. Najpierw odbudowano kapelanie - sierpień 1947r. Potem przyszedł czas na dźwignięcie z ruin kościoła - kwiecień 1949r. W roku 1958 siostry przeprowadziły się do części odbudowanego klasztoru. Budowa ciągnęła się aż do roku 1972 z powodu braku funduszy. Po roku 1960 siostry zwróciły się o pomoc do ludzi dobrej woli w USA i te ofiary przyspieszyły ukończenie budowy klasztoru i wykonanie wnętrza kościoła. W roku milenijnym 1966, dnia 25 września Jego Ekscelencja Ks. Bp, Ignacy Tokarczuk dokonał uroczystej konsekracji kościoła.

Z uwagi na szczupłe ramy „Naszego kościoła", jak też częstotliwość jego ukazywania się, z konieczności przesłany przez siostrę Joannę Węgrzyn materiał został ograniczony tylko do fragmentów. Przepraszamy, (red.)

Jak doszło do mojego spotkania z Papieżem Janem Pawłem II.

Było to w latach 80-tych ubiegłego stulecia, w roku? - mniejsza z tym, nieważne; ważne jest to, o ile młodsi byli wszyscy uczestnicy spotkania z Janem Pawłem. Widać to po najważniejszej osobie na wspólnej fotografii w letniej rezydencji papieża w Castel Gandolfo. Także i ja uczestniczka pielgrzymki i tego spotkania, nie miałam jeszcze siwych włosów... matka natura nikogo nie oszczędza.

Tyle na wstępie, a teraz do rzeczy. Znalazłam się w grupie paru osób, które z naszej parafii zgłosiły chęć wzięcia udziału w pielgrzymce do Rzymu i spotkania z papieżem.

To, że wzięłam udział w tej pielgrzymce zawdzięczam mojej mamie, która swoje niezrealizowane marzenia podróżowania i poznania świata „przelała” na mnie. Zawsze mówiła: Jedź, nie patrz na mnie; ja nie mogłam, to chociaż ty korzystaj z okazji."

Rzeczywiście, mama, po wczesnym owdowieniu z 5-giem dzieci, potem wojna, strata majątku, wygnanie ze Lwowa, ciężkie powojenne czasy, wszystko to sprawiło, że nie miała już chęci i sposobności realizowania marzeń o podróżach, dlatego też mnie do tego zachęcała.

Dzięki mamie zwiedziłam „kawałek” Rosji, w ówczesnych czasach ZSRR: pierwszą jej stolicę Nowgorod, Moskwę oraz Leningrad - obecnie Petersburg (tak jak przed rewolucją). Aż się w głowie kręci tyle zmian nazw z uwagi na zmiany ustroju. Ówczesny Leningrad - niezapomniane wrażenia: białe noce i zwodzone mosty nocą na Newie, kiedy nie chciało się spać i do rana chodziło się ulicami. Ermitaż z bezcennymi dziełami sztuki w takich ilościach, że aby wszystkie obejrzeć, jak mówiono, potrzeba 4-ch lat. Nic dziwnego, że po wyjściu z tego „przybytku” dzieł sztuki rozpłakałam się z żalu porównując nasze ubóstwo: cóż - sąsiedzi grabili i niszczyli nas przez całe stulecia.

Zwiedziłam też Europę południowo-wschodnią: Słowację, Rumunię, Węgry, Bułgarię aż po Morze Czarne. Z plecakiem przez 2 tygodnie przewędrowałam Tatry; przez Czerwone Wierchy idąc wstępowałam na Giewont; każdego dnia nocując w innym schronisku. W taki sam sposób przewędrowałam również Beskid Śląski. Za te wędrówki zdobyłam Górską Odznakę Turystyczną.

O innych podróżach po kraju już nie wspominam, jednego tylko nie mogę odżałować, że gdy byłam we Wrocławiu z okazji Wystawy Ziem Odzyskanych, nie było jeszcze mowy o odnowie i wystawieniu Panoramy Racławickiej; pamiętam ją jeszcze, gdy była przed wojną we Lwowie i już jej chyba nie zobaczę...

Po upadku komunizmu brałam udział w pielgrzymkach, które organizował nasz ksiądz proboszcz, do sanktuariów maryjnych rozsianych po całym kraju.

O czym ja tu piszę?, przecież miało być o spotkaniu z naszym papieżem...

Pielgrzymkę do Ojca Świętego w Rzymie organizowała Kuria Tarnowska, skąd autokarem udaliśmy się do Krakowa, aby samolotem odlecieć do Rzymu.

Była to moja pierwsza, nie licząc powrotu i chyba ostatnia podróż samolotem. Marzyłam o tym jeszcze w czasach lwowskich, kiedy moja sympatia, dzięki harcerstwu, już miała zaliczone loty szybowcowe, a ja tylko skoki spadochronowe i to z wieży. Nie zdążyłam się nawet przed nim chociaż tym pochwalić, bo wojna wybuchła i spotkaliśmy się dopiero po latach, kiedy wraz z siostrą odwiedził nas w Pustkowie. Wojna pokręciła wszystkim ludziom losy i plany; on wraz z armią gen. Andersa, ciężko ranny w bitwie o Monte Casino, po wojnie osiadł w Londynie; długo poszukiwał rodziny, która ze Lwowa osiedliła się najpierw w Szczecinie, a następnie w Krakowie.

I znowu odeszłam od tematu; czytelnicy wybaczą, ale na starość o coby nie zaczepić, a już wspomnienia cisną się do głowy i pióra.

A więc wsiadamy do samolotu na lotnisku w Balicach i po 2-ch godzinach już jesteśmy w Rzymie na lotnisku Fiumicino. Szkoda, że podróż trwała tak krótko...

W Rzymie zamieszkaliśmy w Domu Pielgrzyma Jana Pawła II, gdzie mieliśmy noclegi i całodzienne wyżywienie. Program pielgrzymki przewidywał zwiedzanie Rzymu, a przede wszystkim uczestnictwo w audiencjach: generalnej na Placu św. Piotra, w Sali Jana Pawła II oraz spotkanie z papieżem w Castel Gandolfo.

Oprócz spotkań z papieżem w Rzymie i zwiedzaniu wspaniałych i starożytnych obiektów, a przede wszystkim sakralnych, program przewidywał wyjazd autokarem do Asyżu - miasta św. Franciszka i św. Klary oraz na polski cmentarz na wzgórzach Monte Casino.

Trasa przejazdów poszczególnych wycieczek nadzwyczaj urozmaicona i niezapomniana. A cmetarz... gdzie tylu Iwowiaków o znanych nazwiskach śpi spokojnie na obcej ziemi, jak i wcześniej polegli bracia we Lwowie na Cmentarzu Orląt. Polegli za „naszą i waszą wolność i śpią na obcych ziemiach.

Patrząc na zdjęcie naszej grupy z Janem Pawłem, chwilami nie mogę uwierzyć, że byłam tak blisko Niego; przyznam się, że chciałam Go chociaż dotknąć, ale czyjeś „żelazne” ręce nie dozwoliły, dlaczego? Przecież inni tak blisko stali; czy wyglądałam na zamachowca?

Tak byłam przejęta bliskością papieża, że niewiele pamiętam z przebiegu spotkania, ale to, że po Jego odejściu uczułam przeraźliwą pustkę i osamotnienie, tak jakby ktoś bardzo kochany i bliski odszedł na zawsze...

R.J.

Powrót do strony głównej