Jeśli jesteś właścicielem tej strony, możesz wyłączyć reklamę poniżej zmieniając pakiet na PRO lub VIP w panelu naszego hostingu już od 4zł!
Parfia Rzymskokatolicka w Pustkowie Osiedlu
WIELKI POST  
Czas aby zwolnić
Chrystus
Życie nabrało tempa. Wszyscy się spieszymy. Piszemy SMS-y. Dzwonimy w pośpiechu. Biegniemy, ale ciągle nie zdążamy. Zbyt zabiegani, aby żyć. Wielki Post – czas, aby zwolnić, aby pomyśleć o życiu. Wierność myślenia jest formą ascezy. Myślenie – to praca człowieka mądrego.
I NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Zostawiać ślady  
Cały dzień padał śnieg. W nocy posypało obficiej. Rano wyjrzało słońce. Wyszedłem na spacer do ogrodów wilanowskich. Wszystko wyglądało odświętnie. Śnieg przykrył stare brudy. Drzewa wyglądały jak damy ubrane w białe suknie. Pod stopami szeleszczący śnieg.
Główne aleje były odśnieżone, więc doszedłem nad kanał. Dalej ścieżka nie była odśnieżona. Zawahałem się – iść, nie iść. Dużo śniegu. Nikt jeszcze tędy nie szedł. Jednak poszedłem, przecierając szlak następnym. Po chwili wędrówki w zapadającym śniegu odsłoniły się przede mną bajeczne widoki. Krajobraz wyjątkowy – śnieżnobiałe drzewa odbijające się w niezamarzniętej wodzie. Uroczy widok. Pomyślałem – dobrze, że się odważyłem.
Odważyć się, aby widzieć więcej, doświadczać głębiej.
Wróciłem do pokoju, otworzyłem Ewangelię i zacząłem szukać ścieżek, którymi może jeszcze nie szedłem.
Poszedłem za Jezusem i idę Jego drogą.
Ale wilanowski park też znałem.
Zacząłem więc szukać biblijnych ścieżek, którymi jeszcze nie szedłem. Ścieżka obok drogi, co nie oznacza, że wiedzie na manowce – zejście z drogi Pana. Szukać przestrzeni dla zachwytu duszy. Wędrować, aby cieszyć się Bogiem. To tak, jakby dzieci biegały obok mamy, odkrywając nowe zakamarki. Zachwycone wołają: „Mamo, chodź, zobacz, jakie to ładne!”.
Być ciekawym duchowo – to pozwolić sobie na ścieżki obok drogi. To pozwolić sobie na przebłysk, który przecina szarość. A wtedy drogą główną idzie się pewniej, z entuzjazmem, z podniesioną głową, choć szarość drogi przysłania horyzont. Zauroczony pięknem w zakamarkach parku, odwróciłem się za siebie i zobaczyłem ślady swoich stóp na puszystym śniegu. Może ktoś się odważy pójść nimi – pomyślałem.
Pójść przetartym szlakiem, aby widzieć rzeczy niecodzienne.
Być odważnym dla Boga, odważnym dla ludzi. Odwaga, hart ducha innych umacniają, zachęcają i odsłaniają to, co lęk i chwiejność zakrywają. Przetarty szlak dla innych.
Gdzie są te przestrzenie, na których muszę postawić pierwszy raz swoją stopę? W jakim kierunku skierować swoje kroki, aby zaznaczyć życie śladami innym?
Tak wielu z nas znalazło się w ruchu okrężnym i kręci się wokół siebie. To rondo nazywa się egoizm.
Zmęczeni sobą, kręcący się wokół siebie. Ruch okrężny nic nowego nie wnosi. Powtarzające się sceny, dni, obrazy. Zawrót głowy.
Jak się z tego ronda wydostać?
W Wielkim Poście Jezus idzie drogą męki. Jest to droga pod górę. Ale ta droga ma kierunek – wyznaczony cel. Może warto pójść Jego śladami, aby odkryć to, co jeszcze nieznane.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 11 z 13 III 2011)

II NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Zaufać, że jest...  
Wypłynęliśmy motorówką w kierunku wyspy, o której opowiadają, że to jedno z piękniejszych miejsc na świecie - mówi mi przyjaciel. Powoli odbijaliśmy od brzegu, gubiliśmy w oddali budynki, drzewa, port. Gubiliśmy pewność.
Oddaleni od brzegu, bez oparcia, zawieszeni ufnością. Na horyzoncie bezkresne morze. Płyniemy - ale czy na pewno jest taka wyspa? Ta niepewność wzrastała wraz z upływem czasu. Wzburzone fale bity w pędzącą motorówkę. Nic nie widać. Żadnych zarysów zapowiadanej wyspy.
Płynę - bo uwierzyłem, że istnieje ta najpiękniejsza wyspa na świecie.
Płynę - bo ufam ludziom, którzy mi o niej opowiadali.
Wszystko niepewne - tylko wiara. Trudna wiara - płyniemy ponad godzinę i nic. Nieogarnięty horyzont wzbudza jeszcze większą niepewność. Niepewność przezwyciężaną ufnością. Aż wreszcie coś się jawi. Jeszcze nie wiem, czy to tylko wyobraźnia tak ciężko pracuje i widzę to, co chcę widzieć? Czy to rzeczywiście kontury wyspy?
Jest! Coraz wyraźniej. A wreszcie przy brzegu.
Piękno - woda niebieskozielona, ryby dotykają nóg, piasek jak mąka, tropikalna zieleń, śpiew niezidentyfikowanych ptaków.
Raj - a więc jest piękny świat.
Podobnie jest z naszą wiarą w Boga.
Mówią, że istnieje. Przekonują, że jest Kimś dobrym, niepowtarzalnym, pięknym, że jest Miłością.
Może warto się wybrać w taką podróż do świata pięknego. Zostawić to, co się ma, oderwać się od pewności, rzucić się ufnie w coś, czego nie jesteśmy pewni - to trudne.
Tak - wiara jest ryzykiem dla logicznie poukładanych, racjonalnie myślących, realnie chodzących po ziemi.
A jednak - popłynęli w nieznane i zobaczyli najpiękniejszy zakątek na ziemi.
Zaufać, aby doznać. Zaufać, aby wypłynąć. Uwierzyć, aby iść w stronę szczęścia.
Płynąć w kierunku swego szczęścia to zawsze ryzyko. Może dlatego jest tak wielu nieszczęśliwych.
Jest Wielki Post. Na horyzoncie Krzyż Chrystusa. Widać jego kontury. Ukrzyżowany Bóg zbliża się do tych, którym trudno uwierzyć, że jest piękny świat.
„Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż w mój bok, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym” (J 20, 27).
Tak - jest takie serce, w którym wszyscy się mieścimy. Jest takie miejsce, w kierunku którego warto płynąć.
C. K. Norwid woła: „Patrz! Jaki tam krzyż (...)
Maszt się niesie wzwyż (...)
Płyńmy! Bądź co bądź,
Patrz, jak się zmienia (...)
Gdzie się podział krzyż?
Stał się nam bramą”.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 12 z 20 III 2011)

III NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Stawać się refleksem Boga  
Stoję na plaży. Słońce z całą siłą patrzy na mnie. Próbuję się odwzajemnić. Najpierw spoglądam nieśmiało, aż wreszcie odważnie na wprost. Nic nie widzę – tylko słońce. Po chwili jego refleks odbija się na falach morza. Fale niosą odbicie piękna.
Pomyślałem: Czy nie podobnie jest z Bogiem?
Kiedy się patrzy na Boga całym sercem, ogarnia On sobą całą uwagę człowieka. Im dłużej się patrzy, tym bardziej widzi się tylko Jego, albo lepiej wszystko się widzi przez Niego.
Pozwolić Bogu popatrzeć na siebie. Refleks piękna w ludzkich sercach. Niekiedy spotykamy ludzi, którzy odważyli się stanąć na wprost Piękna. Ono nie poraża, nie niszczy wzroku. Tylko zostawia ślad – refleks. Tacy ludzie są jak fale morza, które niosą odbicie piękna Boga.
Mówią o nich, że są nadzwyczajni, szczególni albo wprost – że to święci.
Ustawić się na Boga, aby ponieść Jego odbicie.
Ludzie wychodzą na plażę, aby zrobić zdjęcia o zachodzie słońca, albo wcześnie rano, kiedy pojawia się na horyzoncie - chcą uwiecznić piękno.
Pomyślałem: A dlaczego nie zatrzymać piękna?
Może zamiast robić zdjęcia, aby uchwycić piękno, warto stanąć na wprost niego. Bez aparatu fotograficznego, bez kamery, tylko z sercem przed Bogiem. Pozwolić Bogu popatrzeć na siebie. Nazywamy to modlitwą, pacierzem, spotkaniem, kontemplacją. Nieważne! Ważne, aby być przed Bogiem. Patrzeć na niego. A wtedy stajemy się refleksem Piękna. Czy to wystarczy? Nie wiem. Ale czy może być coś piękniejszego od fal niosących odbicie piękna?
Pozwolić Bogu popatrzeć na siebie - to modlić się. Ojciec Święty Benedykt XVI zachęca nas, mówiąc: „Kto wpuszcza Chrystusa, nie traci nic, absolutnie nic z tego, co czyni życie wolnym, pięknym i wielkim.
Nie obawiajcie się Chrystusa, On niczego nie zabiera, a daje wszystko. Kto oddaje się Jemu, otrzymuje stokroć więcej”.
Jest Wielki Post. Kościół modli się intensywnie. Słychać niekiedy „Gorzkie żale”, wołamy: „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami” - idąc Drogą Krzyżową. W naszych parafiach są rekolekcje i księża w konfesjonałach.
Wschodzi słońce, patrzy na nas, czekając z nadzieją, że się do niego zwrócimy.
Może warto stanąć na brzegu. Nieśmiało podnieść oczy i pozwolić Bogu na siebie popatrzeć. A wtedy szarość przemieni się w piękno.
Stawać się refleksem Boga.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 13 z 27 III 2011)

IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Dojrzewać, aby mądrze żyć  
Nasza kultura uwielbia nieustanny ruch, sugeruje nam, że powinniśmy wciąż działać, więcej robić. Życie biegnie tak szybko, że nie mamy czasu, by przemyśleć to wszystko, co ze sobą niesie. Czy nie na tym polega dramat konsumpcjonizmu - konsumujemy więcej, niż jesteśmy w stanie przetrawić. To bardzo powszechna dzisiaj choroba. Coś w rodzaju egzystencjalnej niestrawności. A życie jest tak bogate, skomplikowane, że aż szkoda marnować to bogactwo przez brak autorefleksji.
To do nas Ewa Lipska w swoim wierszu mówi: „Dzisiaj wszystko musi dokonywać się szybko. W tym czasie, kiedy nie ma żadnego czasu, spróbujcie pozostać człowiekiem”.
A jeden z pisarzy dodaje: „Żyjemy tak płytko, że nie możemy napisać powieści, natomiast prowadzimy dzienniki”.
Życie nabrało tempa. Wszyscy się spieszymy. Piszemy SMS-y. Dzwonimy w pośpiechu. Biegniemy, ale ciągle nie zdążamy. Zbyt zabiegani, aby żyć.
Wykształceni, mówiący kilkoma językami, elegancko ubrani Europejczycy - ale czy umiejący żyć życiem godnym człowieka...
Przygotowani do zawodów specjaliści, ale czy przygotowani do życia...
Obrazek z gabinetu lekarskiego: Kiedy lekarz oświadcza człowiekowi w pełni sił, zapracowanemu, robiącemu karierę, że musi zwolnić, że chce go położyć w szpitalu - rozpoczyna się dramat ujawniający biedy.
Ja - ja nie mogę, proszę pana. Kalendarz pełen terminów, spotkań, nie mogę sobie pozwolić na chorobę.
A gdy lekarz nalega - profesjonalista z komputerem w ręku zachowuje się jak dziecko. Staje bezradny i pyta: - Co ja mam teraz robić? Ja nie wkalkulowałem w swoje życie choroby ani spraw niespodziewanych.
A życie? Nie przemyślał życia.
Pędzimy, nie żyjąc. A nawet gdy żyjemy, fakty i wydarzenia bezwiednie popychają dzień po dniu.
Myśleć nad życiem, przemyśleć życie. Myślenie jest rzeczą mozolną. Dużo wiemy, ale często mądrzy nie jesteśmy. Nie mamy przemyślanego życia, spraw ani wydarzeń. Mamy dużą wiedzę, ale nie mamy mądrości. A mądrość jest sztuką dobrego życia. Ona wymaga od nas wyciągania własnymi rękoma kształtów swojej osobowości. Kiedy mądrość kuleje, trudniej duszy wznieść się na wyżyny.
Dlatego świat się spłaszcza i uzwyczajnia.
Zbigniew Herbert pisał: „Intelektualista jest po to, żeby myśleć sam na własny rachunek, nawet przeciwko wszystkim. Za to jest opłacany albo bity. Wszystko jedno, to jego psi obowiązek”.
Wierność myślenia jest formą ascezy.
Żyć to myśleć przed zaśnięciem i po przebudzeniu. To jest praca człowieka mądrego.
Myślenie o naszej egzystencji wydaje się nam marnowaniem czasu, czymś pustym i nietwórczym. Nie wierzymy, że przez to zatrzymanie możemy pójść dalej, niż cały czas biegnąc.
Tadeusz Różewicz ukazuje dramat współczesnego człowieka w biegu w wierszu „Przyszli żeby zobaczyć poetę”:

przyszli żeby zobaczyć poetę
i co zobaczyli
zobaczyli człowieka
siedzącego na krześle
który zakrył twarz (...)

nad czym pan teraz pracuje
co pan robi

odpowiedziałem

nic nie robię
dojrzewałem (...)
kiedy „nic nie robię” robię Nic (...)
jestem w środku
widzę wyraźnie
dojrzewam

Dojrzewać do własnego życia, dojrzewać do mądrych decyzji - to żyć z refleksją.
Myśleć nad życiem, dać własnemu życiu czas, przystanąć, by wybrzmiały w nas wszystkie jego nuty.
Robić Nic - dojrzewać, aby mądrze żyć.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 14 z 3 IV 2011)

V NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Zajrzeć do Serca Boga  
Tadeusz Różewicz we wspomnieniach, które ukazały się pod tytułem: „Margines, ale…” opisuje pewien dylemat.
Pisze, że w 1945 r. znalazł się w Krakowie i zaczął studiować historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. „Pamiętam, że pisałem w tym czasie poemat o odbudowie kościoła Mariackiego. To, że zabytki Starego Krakowa zachowały się, nie było dla mnie ostatecznym potwierdzeniem ich realności”.
Skąd się wziął pomysł napisania poematu?
„Dla mnie kościół leży w gruzach – pisał Różewicz. Kościół jest zniszczony w moim wnętrzu. Fakt, że wybrałem historię sztuki jako przedmiot studiów, nie był przypadkowy. Zapisałem się na historię sztuki, żeby odbudować gotycką świątynię w sobie. Żeby cegła po cegle wznosić w sobie ten Kościół. Żeby element po elemencie zrekonstruować człowieka”.
Wielu z nas przypomina taki właśnie obraz zawalonej budowli. Bo wiele się może w naszym życiu zawalić. Rozpada się nam projekt kariery zawodowej, małżeństwa, a nawet życia duchowego. Jak bańka mydlana pęka to, co wydawało się takie trwałe i mocne.
Czy da się to odbudować?
Kiedy człowiek buduje dom, to najpierw tworzy projekt. Według niego kopie fundamenty i wznosi mury. Dzisiaj jednak rzadko kto sam zabiera się do budowania własnego domu. Ideałem, zwłaszcza dla młodych, jest wprowadzenie się do wybudowanego przez fachowców i „wypasionego” apartamentu. Jeśli za parę lat znudzi się mieszkanie albo wyjdzie z mody, to się je zamieni.
Podobnie traktuje się życie. Nie buduje się w nim na stałe. Co więcej - nie ma się nawet projektu. Na chwilę, na parę lat- „wypasione” życie nie może przecież polegać na trwałych obietnicach i zasadach. To człowiek ma być miarą wszystkiego, więc dlaczego kogokolwiek pytać, po co szukać projektów!
A jednak życie leży w gruzach. Życie bez fundamentów nie wytrzymuje próby, tak jak dom bez fundamentów.
Tymczasem projekt naszego życia jest gotowy - w sercu Boga złożony przed założeniem świata. Bóg wie, po co nas stworzył. Bóg ma pomysł na nasze życie.
Jak go odczytać? Trzeba zajrzeć do Serca Boga.
W Wielkim Poście wpatrujemy się w to Serce Boga, które dla nas zostało otwarte - otwarte każdemu.
Zagląda się w Nie przez modlitwę. Najpierw trzeba powiedzieć Bogu całą, choćby i trudną prawdę o tym, co się z Jego projektem robiło - czyli konfesjonał.
Potem wypada dziękować za cierpliwość Boskiemu Architektowi, który nigdy się nie zniechęca, z którym zawsze można rozpocząć budowę - czyli modlitwa.
Wreszcie trzeba prosić, byśmy nigdy tego projektu nie stracili z oczu. I łaski do tego, by go w życiu realizować. Zawalony dom zawsze może być odbudowany.
Pilnujmy, by mądrze go odbudować.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 15 z 10 IV 2011)

VI NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU - Depresji duchowej za dużo  
Chmury zaciągnęły się na niebie. Poszarzało, smutek wije się ulicami. Bez pożegnania odeszła nadzieja, a po radości nie ma już śladów. W ich miejsce przyszło zwątpienie a przygnębienie ciąży na sercu.
Taki stan nawiedza nas nierzadko. Wtedy nie wiemy, co ze sobą zrobić. Jedni sięgają po alkohol, drudzy biorą środki przeciwdepresyjne. A wszystko to po to, by poprawić sobie nastrój.
A jeśli stan zachmurzenia się przedłuża, życie traci sens. Nie wiemy, jak żyć. Ale chcemy wiedzieć, co z nami będzie. Chcemy się dowiedzieć czegoś nowego o przyszłości. Szukamy oparcia.
Nierzadko bierzemy do ręki wątpliwe przepowiednie, powtarzamy zasłyszane przestrogi albo wprost idziemy do wróżki.
Wierzący chrześcijaninie. Wróżka ważniejsza niż objawione Słowo Boże. Przepowiednie z kart cenniejsze niż karty Ewangelii.
Zaćmienie słońca.
Powstań, o śpiący, niech zajaśnieje Ci Chrystus.
Ale ta noc.
Trzeciego dnia zajaśniało światło - Zmartwychwstał Pan To Słonce świeci już od ponad dwóch tysięcy lat. A my uparcie tkwimy w mroku. Na codzienność zdarzeń nie umiemy patrzeć w perspektywie Zmartwychwstania. Wierzący w Zmartwychwstanie Pana borykamy się z problemem ciemności.
Zmartwychwstanie było - a w duszy mrok, przygnębienie, a najgorzej z myśleniem. Pozostało stare, z Wielkiego Piątku.
Synowie światłości w mrokach przeszłości.
Jakby poza zasięgiem wydarzenia Poranka Wielkanocnego.
Strumień zwątpienia zasuwa kamień.
Wzbudź się, o śpiący, uczyć się żyć żyjącym Bogiem. Myśleć Jego logiką i w tej perspektywie odczytywać swoje życie i interpretować świat.
Nawet to, co trudne, to, co przygnębia i boli, chrześcijanina nie powinno prowadzić do depresji duchowej. Mamy na to lekarstwo - moc Zmartwychwstałego.
O nią trzeba prosić, spotykać się ze Zmartwychwstałym. Pytać Go o przyszłość.
A odpowiedzi?
W sakramentach, w Słowie Bożym - więc czytaj i módl się, a serce twoje napełni pokój o przyszłość nieznaną.

Ks. Krzysztof Pawlina ("Niedziela" nr 16 z 17 IV 2011)

Św. Stanisław
MENU GŁÓWNE