BÓG JEST Z NAMI

oto radość prawdziwa!

Ks. Tomasz Rąpała

Zbliżają się święta Bożego Narodzenia. Ich piękno może być przez nas odkryte na tyle, na ile nosimy w swoim sercu pragnienie dotknięcia tajemnicy Boga.
Bóg jest tajemnicą, odsłania się przed nami, bo nas kocha.
Wszystko rozgrywa się w MIŁOŚCI. Bez niej – Boże Narodzenie jest tylko sentymentalnym wspomnieniem jakiegoś wydarzenia ze świerkową gałązką w tle. A przecież nam nie o to chodzi.

Uroczystość Bożego Narodzenia bierze swój początek z JEROZOLIMY. Patriarcha udawał się w procesji do Betlejem, gdzie w grocie odprawiał Mszę świętą. Czynił to w nocy. Rzymski kronikarz Filokales pod rokiem 354 napisał: „Narodził się Chrystus w Betlejem Judzkim”. Warto wspomnieć, że zachował się z tego właśnie roku fragment homilii papieża Liberiusza na Boże Narodzenie. Co ciekawe – w Kościele Syryjskim pojawiła się najstarsza wzmianka o tym święcie, a pochodzi ona od św. Jana Chryzostoma. Za jego czasów zachował się fragment kazania wygłoszonego 25 grudnia 380 roku z katedry antiocheńskiej, gdzie po raz pierwszy obchodzono tam to święto. Trzeba zauważyć, że w 328 r. poświęcono bazylikę Narodzenia Jezusa, którą wybudowano z inicjatywy Św. Heleny, dla uczczenia narodzin Jezusa Chrystusa. Natomiast w 335 roku zwyczaj uroczystego obchodzenia Narodzin PANA przeniósł się także do Rzymu, a stąd na cały świat. Ten, kto był w tej bazylice i choć przez chwilę zatrzymał się, by w ciszy serca ZOBACZYĆ miejsce narodzin naszego Pana, doświadczył dotknięcia tej tajemnicy wiary, poruszenia serca. Benedykt XVI podczas pamiętnej pielgrzymki do Ziemi Świętej właśnie w Betlejem powiedział: „Orędzie o przyjściu Chrystusa, przesłanie z nieba głosem aniołów, nadal rozbrzmiewa echem w tym mieście”. I to jest prawda.

„Tak Bóg umiłował świat, że Syna swojego dał” (J 3,16). Pan Bóg jest wierny obietnicy! Bóg dał SŁOWO i nigdy się z niego nie wycofał. W pierwszą niedzielę adwentu słuchaliśmy pięknego fragmentu Ewangelii św. Mateusza. Jezus odwołując się do przyjścia Syna Człowieczego, mówi o sytuacji z Noem i budowie Arki (zob. Mt 24, 37-44). Pokazuje w ten sposób, żebyśmy skupili się na ZNAKACH, jakie Bóg nam ciągle daje. Takim znakiem była właśnie Arka. Noe budował ją przez 120 lat. Wznosił ją na suchym lądzie i nikomu z ludzi, którzy w swym zepsuciu całkowicie „oślepli”, nie przyszło nawet do głowy, żeby zapytać go, po co to czyni. Bóg przygotowywał ludzi do potopu przez 120 lat! Nie zauważyli tego. Co jest najciekawsze – hebrajskie słowo tewa, czyli arka może oznaczać: „słowo”. Natomiast litery jednostki miary określające długość, szerokość i wysokość Arki tworzą słowo laszon – „język”. ARKA – SŁOWO. Czyli Bóg przez SŁOWO przeprowadził tych, którzy uchwycili się tego Słowa! A potem „Słowo staje się ciałem” (J 1,14). Największy ZNAK miłości Boga, który jest wierny obietnicy. Odwieczny Syn Ojca staje się Ciałem, jest z nami. Dokonało się to w skrytości i ciszy.

Dlatego dla nas katolików, najpiękniejszym zwyczajem świątecznym jest lektura Słowa Bożego. W wigilię Bożego Narodzenia, kiedy zasiadamy do stołu z rodziną, aby wspólnie się pomodlić, zaśpiewać kolędy, połamać się opłatkiem – zostaje odczytany fragment EWANGELII o Narodzeniu Jezusa Chrystusa z Nazaretu. To centrum tego wieczoru. A potem udajemy się na Mszę św. pasterską, by podczas uroczystej Liturgii, „zasiąść” do stołu paschalnego, wysłuchać jeszcze raz Słowa Bożego i przyjąć do serca Komunię św. – prawdziwe Ciało i Krew Chrystusa Pana.

Kiedy podczas wieczerzy wigilijnej, po ujrzeniu pierwszej gwiazdy na niebie, do którego zmierzamy, odczytujemy Słowo Boga, które jest „żywe i skuteczne” (Hbr 4,12), to ono przywołuje nam w pamięci także tych, którzy byli razem z nami, a już przeszli do wieczności. Słowo jest wieczne! Ten wieczór, pełen radości, ale i powagi, dla wielu z nas jest skropiony łzami, bo ci, których kochaliśmy, zniknęli już z naszego horyzontu. Ale te łzy nie są łzami rozpaczy, bo przecież wierzymy, że odeszli i są w dobrych rękach Boga. Stąd puste miejsce przy stole… Może ono przywoływać nieobecnych bliskich, a może być także dla gościa, który zapuka do drzwi naszego domu, żeby go wpuścić i poczęstować przygotowaną wcześniej potrawą. A może być ich aż dwanaście. To symbol dwunastu pokoleń Izraela oczekujących na Mesjasza i dwunastu Apostołów, na których Jezus buduje Kościół, którego „bramy piekielne nie zniszczą” (por. Mt 16,18). Kościół jest arką Boga.

A to wszystko dokonuje się w blasku choinki przyozdobionej światełkami. Dlaczego tak? Białe światła na choince są symbolem Chrystusa, Jego przyjścia jako „Światła na oświecenie pogan” (por. Łk 2,32), natomiast żywe drzewo jodłowe ma symbolizować PANA jako Źródło wszelkiego życia. Warto powracać do bogatej symboliki znaków, które oddają wnętrze człowieka ukierunkowanego na Chrystusa. Bardzo często bogactwo znaków jest zastępowane skomercjonalizowanym banałem, które ma coś oznaczać, tylko nie wiadomo tak naprawdę co. Nie dajmy sobie odebrać prawdziwej radości; nie dajmy sobie zasłonić piękna tych chwil spędzonych z bliskimi, propozycjami nowobogackich, którzy w tym czasie wybierają ślizganie się po stokach narciarskich na wzór ślizgania się po powierzchni życia. Bogaty jest ten, kto postawił Boga w centrum swego życia. Dając Boga innym, dajemy wszystko. Bez Boga jest bardzo ślisko…

Kiedy przekraczałem próg bazyliki Narodzenia Jezusa w Betlejem, musiałem się pochylić. Portal miał kiedyś pięć i pół stopy wysokości. Został on zamurowany, obecnie ma półtora metra. W ten sposób chciano najprawdopodobniej uchronić świątynię od wjeżdżania do niej na koniach. Pomyślałem wtedy, że potrzeba mi pokory, owego „pochylenia się”, żeby przyjąć tajemnicę Boga, który nas kocha, bo dał nam swego Syna. Oby tej pokory nigdy nam nie brakowało. Dzięki niej zobaczymy Światło, którym jest PAN, odkryjemy SŁOWO jako ZNAK, obietnicę, którą każdego ranka dobry Bóg nam daje. On jest naprawdę wielki, bo jest pokorny. Wydał się w nasze ręce. Ta tajemnica dojrzewa tylko w CISZY.