|

Wybór i opracowanie ks. Michał Polny

Kwiecień 2026 – Rozważania różańcowe

Bóg zdecydował, kiedy i do kogo posłać Gabriela Archanioła, ale to Maryi pozostawiono decyzję, czy przyjmie zadanie, które stawia przed Nią Pan. Czy już wtedy wiedziała, jak zmieni się Jej życie i jakim wyzwaniom będzie musiała sprostać? Nie wiemy. Ona po prostu się zgodziła, przyjęła wolę Boga, dając nam przykład. Przyjmujmy Boże wezwania jak Ona, nawet gdyby miały radykalnie odmienić nasze życie.

Spotkanie dwóch kobiet, które doświadczyły szczególnego działania Boga. Matka Boga przychodzi do Matki proroka. Radość to pierwsza reakcja Elżbiety i Jana na spotkanie z Jezusem. Nie strach, zakłopotanie, zmieszanie, ale właśnie radość. Bóg nie przychodzi po to, żeby nas karać czy zawstydzać, ale by dać zbawienie i wieczną radość. Pamiętajmy o tym w trudach dnia codziennego.

Zwykły betlejemski wieczór, ludzie po całym dniu pracy udają się na odpoczynek. Jednak na obrzeżach miasta jest jedno niezwykłe miejsce: stajenka, a w niej Dziecko złożone w żłóbku. To Jezus sprawił, że pospolita szopa stała się miejscem wyjątkowym. On może też sprawić, że nasze życie będzie niezwykłe. Niekoniecznie łatwe czy pozbawione potknięć, ale piękne, o ile tylko On będzie miał w nim swoje miejsce.

Moment ofiarowania Jezusa w świątyni to chwila, w której łączą się ze sobą radość i smutek. Mimo to Matka Jezusa, która raz powiedziała Bogu „tak”, nie zmienia swojej decyzji. Nawet gdy słyszy o mieczu, który ma przeniknąć Jej serce. Daje przykład wytrwałości i wierności Bogu. Gdy doświadczamy trudności i kryzysów wiary, spójrzmy na Matkę.

Jak czuła się Maryja, gdy zorientowała się, że zgubiła Syna? Strach, przerażenie, niepokój, lęk o Dziecko – prawdopodobnie takie emocje Jej towarzyszyły. Bo jak inaczej może czuć się Matka, która z bólem serca szuka swojego jedynego Syna? Po trzech dniach przychodzi moment radości: odnalazła Jezusa w świątyni – gdzie było Jego miejsce. Czekał tam na Nią tak samo, jak czeka teraz na nas – często pogubionych, przybitych. Czeka w tabernakulum i sakramentach, by nas podnieść i umocnić, wlewając radość i nadzieję w nasze serca.

Do Jana nad Jordan przychodzili grzesznicy, aby wyznać swoje winy i przyjąć chrzest oczyszczający z grzechów. Chrystus nie potrzebował oczyszczającej łaski chrztu. W odróżnieniu od pozostałych Pan nie zrzucał z siebie winy, ale odwrotnie – wziął na siebie grzechy całego świata, by później zanieść je na krzyż. Czy i my umiemy wziąć na siebie ciężar drugiego człowieka, by bliźniemu było łatwiej?

Po raz pierwszy Jezus daje się poznać większej grupie ludzi przez cud uczyniony podczas wesela. Jezus obecny w naszym życiu przemienia je na lepsze, a jednocześnie objawia swoją Boskość. Możemy Go odnaleźć w naszych codziennych sprawach, gdy przychodzi, aby nam pomóc i przypomnieć, że jest „Bogiem z nami”.

Przeróżne były słowa, które wypowiadał Jezus. Niektóre podnosiły na duchu i dawały nadzieję, inne wzywały do zmiany życia, jeszcze inne to wskazówki, jak postępować. Były w końcu i takie, które tłumaczyły zapowiedzi proroków. Czytajmy je z uwagą i starajmy się je przyjmować, nawet gdy są to słowa trudne i wymagające.

Jezus objawił się Apostołom w swojej chwale. Zobaczyli jaśniejącą twarz i odzienie promieniujące światłem – ten widok wprawił ich w zakłopotanie. Wobec piękna i potęgi Boga stajemy się bezradni. Widzimy naszą słabość, ułomność, skończoność i Bożą wszechmoc. Przypominajmy sobie o tym, gdy zobaczymy Jezusa w kawałku chleba. To jest ta sama Osoba, której chwałę możemy oglądać oczyma duszy.

Ten wieczór dał początek cudownej obecności Jezusa pod postacią chleba i wina. Komunia Święta to pokarm dla nas – pielgrzymów – na drogach naszego życia. Tak jak wędrowiec potrzebuje pokarmu, aby dotrzeć do celu, tak my potrzebujemy Chleba Eucharystycznego, aby osiągnąć zbawienie. Jak często przyjmujemy ten pokarm? Może warto czynić to częściej, aby nasza dusza nie „głodowała”?

Ta wieczorna modlitwa była chyba najtrudniejszą rozmową Jezusa z Ojcem. Nie było to radosne dziękczynienie czy ufna prośba, ale pełne bólu i strachu wołanie o pomoc. Te chwile samotnego rozmyślania nieuchronnie przybliżały Zbawiciela do godziny męki, aż pozostało tylko jedno westchnienie: „Nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!” (Łk 22,42). W chwili próby, w doświadczeniu cierpienia czy opuszczenia, w samotności naszej nocy wiary pamiętajmy o Jezusie, który do końca pozostał wierny woli Ojca.

Na ciało Jezusa spadają kolejne uderzenia. Nasz Pan pewnie przestał już liczyć, ile ich było i ile zostało do końca. Krew spływa po poranionych plecach. Ile jeszcze trudu i cierpienia przed Jezusem? Ból przeszywa całe ciało, ale trzeba wytrwać do końca. Na nas też mogą spadać różne ciosy. Bywa, że jesteśmy ranieni słowem czy zachowaniem innych ludzi. Czasami te razy spadają na nas jeden za drugim. Wytrwajmy tak jak Jezus, wytrwajmy do końca.

Śmiech żołnierzy, ich złośliwe żarty i szydercze okrzyki mieszają się z bólem cierni wbijających się w głowę Jezusa. Nie tak powinna wyglądać korona Pana i Króla wszechświata. A jak często my nie umiemy się powstrzymać od uszczypliwej uwagi? Przypomnijmy sobie w takich sytuacjach, jak wtedy cierpiał Jezus.

Żołnierze rutynowo wykonywali swoje obowiązki. Niektórzy ludzie śmiali się ze skazańców, inni im współczuli, część obojętnie przechodziła obok. A Jezus szedł ku Golgocie, niosąc na ramionach krzyż za nas wszystkich. Za nasze grzechy, nieposłuszeństwo, odwracanie się od Boga i łamanie przykazań. Mimo przytłoczenia całym tym złem szedł dalej z miłości do nas. Gdy i my będziemy przytłoczeni naszymi słabościami, pamiętajmy, że On się nie poddał, bo chciał nas zbawić.

Ostanie słowa, ostatnie spojrzenie i ostatni oddech. Koniec. Tak wielu patrzyło na śmierć Jezusa. Jednak ta śmierć była inna. Ona niczego nie kończyła. Wręcz przeciwnie – od niej wszystko zaczynało się na nowo. Moment rozpaczy stał się chwilą niosącą największą nadzieję – nadzieję życia wiecznego. Tylko Bóg mógł sprawić, żeby z hańby śmierci krzyżowej wypłynęła łaska zbawienia. On może odmienić również nasze życie, o ile z ufnością oddamy je w Jego ręce.

Pusty grób to znak nadziei, znak zwycięstwa nad śmiercią. Nasze życie nie prowadzi nas teraz w stronę pustki śmierci, ale w ramiona kochającego Ojca. Nasza śmierć nabiera sensu, nie jest końcem, ale staje się przejściem do nowego życia. Pusty grób Jezusa to zapowiedź tego, że także nasze groby kiedyś będą puste, że i my z duszą i ciałem zostaniemy zaproszeni do domu Boga. Żyjmy tak, abyśmy okazali się tego godni

Wniebowstąpienie Jezusa nie było zwykłym rozstaniem z uczniami. Pan nie pozostawił ich samych. Był i jest wśród nas cały czas obecny. Próbujmy zauważać Go w sakramentach, słowie Bożym, a szczególnie w drugim człowieku. Wniebowstąpienie to również zapowiedź naszego życia w wieczności. To zaproszenie, które daje nam Jezus. Przez to, jak żyjemy, decydujemy, czy chcemy z niego skorzystać, czy je odrzucamy.

Ciszę Wieczernika przeszyło uderzenie gwałtownego wichru. I nagle Apostołów opuściły strach oraz obawa o własne życie. Wyszli i zaczęli opowiadać o Jezusie. Od tego momentu nic już nie było w stanie ich powstrzymać. Duch Święty dał im odwagę i umiejętność głoszenia Ewangelii. Dzisiaj, gdy często brakuje nam sił, aby bronić wiary i przyznawać się do Jezusa, jeszcze mocniej prośmy o dary Ducha Świętego, by móc choć po części naśladować Apostołów.

Ta, która trzymała małego Jezusa w ramionach, opiekowała się Nim, gdy był dzieckiem, towarzyszyła Mu, gdy nauczał, i widziała, jak umierał, teraz z duszą i ciałem zostaje wzięta do nieba. Maryja jest przykładem osoby, która wiernie i pokornie towarzyszy Jezusowi, wypełniając swoje powołanie.

Nie ma lepszej kandydatki na Królową nieba i ziemi niż Maryja. Miłosierna Matka zasiada na tronie nie po to, aby się wywyższać, lecz by z troską czuwać nad swoimi przybranymi dziećmi. Odbiera należną Jej cześć i chwałę, ale jednocześnie cały czas wskazuje na Jezusa Króla Wszechświata. I nieustannie przypomina nam, byśmy modlili się do Niego, wzywając Jej pomocy. A Ona – dobra Matka – będzie wstawiać się za nami u swojego Syna.

Podobne wpisy