Izabela Hryciuk
Październik 2026 – Rozważania różańcowe
Gdy myślę o zwiastowaniu, od razu staje mi przed oczami obraz Fra Angelico. Ten XV-wieczny dominikanin uchwycił w nim niezwykłą łagodność, prostotę i harmonię. To naprawdę piękna scena, choć można się domyślać, że rozmowa z aniołem nie była dla Maryi łatwa. W scenie zwiastowania widzę kobietę z krwi i kości – Maryję, która zadaje pytania aniołowi, ponieważ go nie rozumie. Gdy jednak otrzymuje odpowiedź, powierza się z ufnością Bogu. Porusza mnie mądrość Matki Bożej, a zarazem Jej zgoda na tajemnicę oraz całkowite zaufanie Panu. Uczę się od Niej zadawać pytania i godzić się na to, że nie wszystkie odpowiedzi zrozumiem od razu. A jednocześnie w tej niepewności mogę cały czas trwać blisko Boga i z ufnością powierzać Mu każdy swój krok.
Po słowach zwiastowania Maryja mogła zatrzymać się na tym, co już wydarzyło się w Jej życiu. Mogła skupić się na niezwykłości swojego powołania i na tym, że została wybrana przez Boga. Ona jednak podjęła drogę ku drugiemu człowiekowi. Z pośpiechem udała się do swojej krewnej Elżbiety, która była już w zaawansowanej ciąży. W trakcie zwiastowania Maryja nie tylko usłyszała słowa dotyczące Jej życiowej misji, lecz także dostrzegła potrzebę żony Zachariasza. Jak pięknie potrafi słuchać Maryja. Jej serce nie zatrzymuje się na sobie, ale całe oddaje się Bogu i bliźniemu.
Narodzenie dziecka to wielka radość dla rodziców. Lubię myśleć o tej scenie z perspektywy Maryi i Józefa: trud tułaczki, poszukiwanie miejsca, w końcu narodziny Syna w ubogiej stajni. Z zewnątrz wszystko wygląda dość problematycznie, ale w środku rodzi się Jezus. Jego obecność przynosi prawdziwą radość, szczęście nie do opisania i pokój serca. Nawet gdy czasem coś nie idzie po mojej myśli, chcę zawsze pamiętać, że to On jest źródłem mojej pomyślności.
Maryja i Józef dobrze rozumieli znaczenie daru. Właśnie przez ten pryzmat patrzyli na Jezusa. Wiedzieli, że ich Syn został im powierzony przez Boga, a ich rodzicielstwo ma charakter służby wobec Jego planu. Dlatego z zaufaniem ofiarowali Jezusa w świątyni. W tej scenie uczę się patrzeć na swoje życie w perspektywie daru, wszystko ofiarując Bogu.
Gdy Jezus się zgubił, Maryja i Józef wszędzie Go szukali. Ich serca ogarniał lęk, bo nie wiedzieli, że On przebywa w świątyni i naucza. Czasem mnie też może się wydawać, że Go zgubiłam. Jezus jest jednak bliżej, niż myślę – w miejscu, które należy do Boga. Nie tylko w kościele, lecz także w moim sercu albo w drugim człowieku, którego On stawia na mojej drodze.
Chrzest Jezusa w Jordanie nie jest tylko wspomnieniem wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. To zaproszenie, aby z wdzięcznością wrócić do dnia własnego chrztu i na nowo zachwycić się prawdą, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Boga. Jest to dzień, który – obok urodzin czy imienin – naprawdę warto świętować!
Na tę scenę lubię patrzeć przez pryzmat Maryi. Działalność Jezusa rozpoczęła się od cudu na weselu w Kanie. Maryja jako pierwsza dostrzegła ludzki brak i od razu powiedziała o nim Zbawicielowi. Jej uważność i zatroskanie o potrzeby małżonków sprawiły, że Jezus dokonał pierwszego cudu. Warto trzymać się blisko Maryi, bo Ona może wiele uprosić u swojego Syna!
Głoszenie królestwa Bożego to zadanie każdego chrześcijanina. Św. Franciszkowi z Asyżu są przypisywane słowa mówiące o tym, że Ewangelię powinno się głosić zawsze, a jeśli to konieczne – także słowami. Najważniejszym świadectwem wiary są zatem czyny. Nieraz mały gest dobra mówi o Bogu więcej niż tysiąc słów.
Jezus poszedł na Górę Tabor, by się modlić, a wtedy twarz Jego zajaśniała, a szata stała się lśniąco biała. Modlitwa zmienia człowieka. Czas ofiarowany Bogu nigdy nie jest stracony. Z pozoru może się wydawać, że nic się nie zmienia. Jednak w głębi serca człowiek stopniowo zbliża się do Boga, do siebie samego i do drugiego człowieka.
Św. Teresie od Dzieciątka Jezus przypisuje się niezwykłe słowa o Eucharystii: „Gdyby ludzie znali wartość Eucharystii, służby porządkowe musiałyby kierować ruchem u wejścia do kościołów”. Eucharystia jest największym darem, jaki Chrystus zostawił Kościołowi. Warto rozkochiwać się w niej nie tylko w niedzielę i święta, lecz także każdego dnia.
Podczas modlitwy w Ogrójcu Jezus odczuwał ogromny lęk i samotność. „Smutna jest dusza moja aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie ze Mną” (Mt 26,38). Porusza mnie ten fragment, bo widzę w nim Boga, który jest tak bardzo ludzki, a przez to bliski każdemu z nas. Tęskni za pocieszeniem i obecnością człowieka. Dobrze wie, co to ból, cierpienie, smutek…
Ciężko mi myśleć o tej scenie, a co dopiero o niej pisać. Bije z niej niewyobrażalny ból zadawany Bogu przez człowieka. Jezus naprawdę cierpiał. Do cierpienia duszy doszedł także ból fizyczny. Co mogę zrobić, gdy mi się wydaje, że Pan ma związane ręce? Jak przynieść Jezusowi ukojenie? Trwać przy Nim i kochać. Swoją obecnością mówić Mu, iż nie jest w tym wszystkim sam.
Korona cierniowa miała Jezusa ośmieszyć i upokorzyć. Tymczasem właśnie w chwili jej nałożenia objawiło się Jego prawdziwe oblicze – miłość. Szczególnie pięknie ukazał to Św. Albert Chmielowski na obrazie Ecce Homo, gdzie szata opadająca z ramion Jezusa układa się na piersi w kształt wielkiego serca. Bóg jest miłością.
Jezus niesie krzyż na swoich ramionach. Upada i podnosi się, ale na swojej drodze spotyka też „ciche anioły” – ludzi, którzy nie pozostają obojętni na Jego cierpienie. Spotyka Maryję, która swoją obecnością niesie ukojenie; Weronikę, która z czułością ociera Jego twarz; i Szymona, który bierze na swoje ramiona ciężar krzyża. Ja również chcę stać się dla Niego takim „cichym aniołem”.
Ostatnie spojrzenie w niebo. Ostatnie spojrzenie na Matkę. Ostatnie słowa wypowiedziane do św. Jana, które stały się drogowskazem chrześcijańskiego życia: „Oto Matka twoja” (J 19,27). Wiesław Myśliwski napisał: „W jednym zdaniu może się dużo zmieścić. Może się wszystko zmieścić. Może się całe życie zmieścić”. Pragnę przyjąć zatem Maryję do serca, ufając, że to właśnie Ona poprowadzi mnie do pełnego zjednoczenia ze swoim Synem.
Po Wielkim Piątku i Wielkiej Sobocie nadszedł poranek zmartwychwstania. Pośród ciemności pojawiło się światło. Jezus zmartwychwstał i ukazał się tym, którzy Go kochali. Jako pierwsza spotkała Pana Maria Magdalena, do której powiedział: „Nie zatrzymuj Mnie” (J 20,17). Te słowa nie są odrzuceniem, ale zaproszeniem, by odkryć Jego obecność na nowo.
Przez swoje wniebowstąpienie Jezus pokazuje nam cel naszej ziemskiej wędrówki – Dom Ojca. To właśnie tam zmierzamy. Św. Teresa od Dzieciątka Jezus przypominała, że ziemia nie jest jej ostatecznym domem, lecz drogą prowadzącą do Boga. Natomiast św. Jan Bosko zachęcał, aby chodzić nogami po ziemi, a sercem mieszkać w niebie.
Bóg wziął Maryję do nieba. Chciał mieć Ją blisko siebie. Ta prawda ukazuje mi, że Bóg chce mieć przy sobie tych, których kocha, i którzy są Jego przyjaciółmi. Papież Franciszek w jednej ze swoich wypowiedzi podkreślił, że bliskość, obok czułości i współczucia, to „styl Boga”. W scenie wniebowzięcia Maryi widzimy również, że Bóg kocha całego człowieka: z ciałem i duszą. Te sfery zostały stworzone, by żyć ze sobą w ścisłej harmonii. Maryja była „pełna łaski”, a więc zarówno Jej dusza, jak i ciało były wypełnione Bogiem.
Maryja jest nie tylko Matką Boga i ludzi, lecz także Królową nieba oraz ziemi. Jak na ziemi miała wyjątkową misję do wypełnienia, tak w niebie znajduje szczególne miejsce obok swojego Syna. Św. Ludwik Maria Grignion de Montfort napisał: „Maryja jest drogą, którą Jezus Chrystus przyszedł po raz pierwszy. Będzie nią i wtedy, kiedy przyjdzie powtórnie”.





















































Najświętsza Maryja Panna z Kalwarii Pacławskiej” width=”196″ height=”300″ />




















































